Oficjalny trening, tropikalna ulewa i bezchmurna
Oficjalny trening, tropikalna ulewa i bezchmurna
Doprawdy wydaje się to niezwykłe, ile deszczu jest w stanie wchłonąć litewska ziemia. Co dziennie rano budzi nas rzęsista ulewa. Nie jakiś tam przelotny deszczyk, tylko prawdziwa, tropikalna ulewa. Zastanawiamy sie wtedy kiedy nasze namioty „odpłyną” z kampingu. Jeśli wybieracie się na zawody na Litwę, nie zapomnijcie o zabraniu ze sobą peleryny przeciwdeszczowej oraz kaloszy. Mały, składany ponton tez czasem by się przydał.
Wydaje się, że rozegranie konkurencji w danym dniu nie będzie możliwe. O dziwo, kiedy przestanie padać, wyjdzie słońce, wszystko się zmienia. Woda szybko wsiąka w ziemię, pojawiają się cumulusy i wraca nadzieja na rozegranie konkurencji.
Tak było też dzisiaj, więc rozpoczęliśmy przygotowania do oficjalnego treningu. Wyłożono dwie trzygodzinne konkurencje obszarowe. Jedną dla klas Club i Światowej w czterech obszarach i długości 224/344 km oraz drugą dla klas Standard i Dwumiejscowej o długości 302/444. Trasy przebiegały mniej więcej podobnie w kierunkach na północny zachód do Pociunai. Początkowo warunki były bardzo mizerne i nie wszystkim udało się utrzymać w powietrzu za pierwszym razem i musieli zainwestować kolejne 50 euro, żeby spróbować swoich sił.
Wszyscy, tzn. cała ekipa, odeszliśmy w krótkich odstępach czasu zaraz po otwarciu startów lotnych dla danych klas. Początkowo lot przebiegał stosunkowo spokojnie pod słabo zaznaczonymi szlakami, przebiegającymi w kierunku zachodnim. Dość łatwo zaliczyliśmy pierwszy obszar, następnie udaliśmy się na północ w rejon drugiego obszaru. Po drodze szlifowaliśmy współpracę w powietrzu, wymieniając się nawzajem informacjami o warunkach. Po zaliczeniu drugiego obszaru pod coraz rzadszymi, rozpadającymi się cumulusami napotkaliśmy na rejon całkowicie bezchmurnej pogody. To zapewne z powodu wpływu bryzy przy silnym wietrze od zachodu. Część pilotów, szczególnie dysponujących szybowcami bez silnika zawróciła do lotniska nie zaliczając trzeciego obszaru, my jednak odważnie rzuciliśmy się w błękitną otchłań, ciągnąc za sobą kilka innych szybowców.
Po długiej walce w parterze z wnoszeniami ok. 0,7 m/s i pułapie 1 100 m zaliczyliśmy trzeci obszar i skierowaliśmy sie w drogę powrotną w kierunku południowym do słabo widocznych z odległości ok. 50 km, ostatnich cumulusów. Jednak warunki słabły coraz bardziej i trudno nam było utrzymać przyzwoita wysokość. Podobnie jak nasi towarzysze z Wysp o znakach „6” i „104” desperacko wręcz szukaliśmy niemal każdego drgnienia powietrza, aby nabrać wysokości. Testując przy okazji różne koncepcje taktyczne w takich warunkach. To zadziwiające jak bardzo wyostrzają się zmysły pilotowi, który za wszelką cenę chce utrzymać się w powietrzu. Pomimo jednak towarzystwa anglików, znikające w oczach warunki nie pozwoliły na dalszy lot i w odległości ok. 80 km od lotniska byliśmy zmuszeni uruchomić silnik. Nasi towarzysze wylądowali nieco dalej.
Reszta ekipy, poza PW5 wylądowała na lotnisku. Niestety nasze najmniejsze szybowce nie miały szans na kontynuowanie lotu w takich warunkach.
Prognozy na najbliższe dni są raczej nieprzychylne dla szybowania, ale zobaczymy. Tyle już prognoz nie sprawdziło się ostatnio.....
Marek Szumski
czwartek, 23 lipca 2009
Nasi brytyjscy towarzysze