Dzień 1. Dobry początek
Dzień 1. Dobry początek
Można śmiało powiedzieć, że to był polski dzień. My mamy pierwsze miejsce w klasie Dwumiejscowej, drugie zajął Tomek Rubaj w Standardach, trzecie Tomek Krok w Clubach a czwarte i piąte chłopaki w klasie Światowej. Ponadto wszyscy piloci z naszej ekipy dotarli bezpiecznie na lotnisko. Jak na początek, to całkiem nieźle.
A miało być nielotnie... Wszelkie znaki na niebie wskazywały na kolejny dzień techniczny. Jednak determinacja organizatorów poparta dobrą informacją o pogodzie z okolic Kowna i Wilna pozwoliła na wystartowanie do pierwszej konkurencji. Organizator dla wszystkich klas wyłożył konkurencje obszarowe w kierunku na północ od lotniska w Pociunai. Początkowo starty przebiegały w słabych warunkach. W pewnym momencie nawet zostały przerwane z powodu rzęsistego deszczu, który przechodziła właśnie nad lotniskiem i zmusił pilotów do zamknięcia się w swoich szybowcach. Nasze najmniejsze szybowce wylądowały na lotnisku, gdyż nie miały szans na kontynuowanie przelotu. Jednak jak tylko deszcz ustał padła komenda do startu i ponownie dziesięć Wilg zabrało się do mozolnego wyholowywania szybowców do pierwszej konkurencji.
Po wyczepieniu nawiązaliśmy łączność z naszą bazą i dość szybko osiągnęliśmy bezpieczną wysokość. Warunki w rejonie lotniska nie sprzyjały do szybowania. Początkowo wznoszenia były słabe a podstawa ledwo osiągnęła 800m. Przemieściliśmy się w rejon punktu startu oddalonego o ok. 10 km na północ od lotniska, mając nadzieję na lepsze warunki. Po otwarciu startu lotnego z uwagi nikłą szansę na poprawienie się warunków postanowiliśmy „uciec” do przodu, po trasie nawet kosztem niższego odejścia. Przecięliśmy linię startu na wysokości ok. 300 m poniżej podstawy i natychmiast napotkaliśmy silne wznoszenie, które wyniosło nas na wysokość ok. 1 100 m, więc postanowiliśmy zameldować sie na starcie ponownie, aby wykorzystać nabrana wysokość. Poniżej krążył inny Duo Discus z czeską załogą, który skwapliwie usiłował podążyć naszym śladem.
Początkowo warunki były dość słabe, pod chmurami bez podstaw. Mozolnie posuwaliśmy się na północ, wzdłuż naszej trasy, wykorzystując każdą okazję do utrzymania nabranej wcześniej wysokości. Staraliśmy się trzymać wysoko i nie zniżać lotu poniżej 700 m z powodu słabnących, wraz ze spadkiem wysokości, wznoszeń. Lusterko początkowo pokazywało prędkość ok. 80 km/h, co nie było może imponującym rezultatem, ale na tę chwilę koncentrowaliśmy się przede wszystkim na zaliczeniu sektora bez żadnej większej wpadki. Po osiągnięciu obszaru w okolicy miasta Kavaskas napotkaliśmy szlak cumulusów, który rozbudził nasze nadzieje na zwiększenie prędkości. I rzeczywiście, dokładnie w tym miejscu, w którym Janusz spodziewał się wznoszenia 3 m/s trafiliśmy na „komin dnia”, który na uśredniaczu wykazał wartość 3,3 m/s. Nabraliśmy wysokości i dalej wzdłuż szlaku polecieliśmy dalej na północny zachód. Eskapada opłaciła się, gdyż średnia prędkość wzrosła nam do zawrotnej wartości 89 km/h. Po doleceniu do końca szlaku zawróciliśmy na południe w stronę ostatniego obszaru i naszego lotniska. Wykorzystując każdą możliwość na nabranie wysokości zaliczyliśmy ostatni obszar w rejonie elektrowni i prawie bez krążenia skierowaliśmy się do domu. Po drodze spotkaliśmy inne polskie szybowce, które mając juz bezpieczną wysokość dolotową, szybko mknęły w stronę lotniska w Pociunai. Na samym dolocie zdążyłem jeszcze odczytać z lusterka średnią prędkość 91 km/h, co uspokoiło nasze przewidywania, co do ostatecznego wyniku w tej konkurencji. Teraz tylko trafić w linię mety i można spokojnie lądować.
Po wylądowaniu wiedzieliśmy już, że cała ekipa może liczyć na dobry rezultat i kolejne wpisy wyników na stronie organizatora potwierdzały nasze przypuszczenia.
Było to bardzo dobry początek zawodów dla naszej ekipy. Sprawdziły sie wcześniejsze założenia, była dobra współpraca w powietrzu, nie popełniliśmy większych błędów taktycznych, ekipa naziemna sprawdziła się wzorowo.
Marek Szumski
1 konkurencja
Prognoza pogody i poranny widok nieba nie zachęcały niestety do podjęcia czynności lotniczych, ale cóż tym razem jest mus i grzecznie wszyscy się poskładaliśmy i pociągnęliśmy na start. Organizator wyznaczył dla nas tak jak i dla wszystkich klas konkurencje obszarowe. Starty zostały dwa razy przesunięte o 15 minut i w czasie tych przesunięć organizator ogłosił korekty stref zakazanych jakie obowiązują w dniu dzisiejszym - oczywiście bez możliwości wgrania ich do lusterek. Startowałem jako pierwszy przy podstawie 700m ale kawałek dalej na północ podstawy dochodziły nawet do 1000m , przy czym chmury się rozlewały dając liczne opady, które spowodowały nawet wstrzymanie startów. Po przerwie starty zostały wznowione i zaraz po otwarciu startu lotnego ruszyliśmy razem z Tomkiem na trasę. Odejście z 900 m i na długi przeskok do najlepiej wyglądających chmur na kresce trasy.
Pierwsze niskie zejście ale nawet zabrało i polecieliśmy dalej. Na gdzieś 30 kmtrasy podusiło mnie trochę bardziej jak Tomka tak że zrobiła się między nami różnica ok 50 m - wydawało by się, że to niewiele ale niestety starczyło by mnie w następnym kominie nie zabrało i musiałem na dłużej pomęczyć zerka. Specyfika dzisiejszego dnia była taka, że mimo niskiej podstawy zaczynało logicznie nosić dopiero powyżej 600m a poniżej trzeba było męczyć dodatnie zereczka i czekać aż się umocnią. I tak się niestety parę razy musiałem się zatrzymać by przetrwać.
Lecąc dalej na północ pogoda trochę się poprawiła dając stabilniejsze noszenia i trochę wyższą podstawę , toteż stwierdziłem że muszę sobie troszkę trasę wydłużyć w tym kierunku , co pozwoliło mi chwilowo trochę zwiększyć prędkość przelotową. Radość jednak nie trwała zbyt długo bo na powrocie okazało się, że chmury się porozlewały i prawdziwe problemy dopiero się dla mnie zaczęły zmuszając mnie do kręcenia wszystkiego co po drodze spotkałem. Raz nawet już prawie się wygrzebałem po zaliczeniu drugiej strefy bo na słoneczku zaczęło nosić nawet do 2 m/s lecz po dwóch kółkach zaczęło niestety lać z kowadła chmury oddalonej ode mnie o ładnych parę kilometrów, a że lało z niego dość konkretnie to i mój świeży komin od razu stłumiło a miałem w tym momencie niecałe 700 m i zero perspektyw do przodu tak więc krążyłem ile się da w tej ulewie, która zgasiła moje noszenie do 0,2 m/s z czego następnie rzuciłem się w dziurę, w której od czasu do czasu wyskakiwały jakieś słabo noszące kłaczki mając nadzieje, że dolecę do lepszych chmur znajdujących się przed pkt dolotowym i tak też się stało.
Tu akurat było odwrotnie jak w całym dzisiejszym dniu - z małej wysokości (niecałe 400 m nad teren) zabrało pewne 1,5 m/s które niestety z naborem wysokości osłabło do zaledwie 0,5 m/s. Jeszcze kilka chmurek po drodze , które też nie dały nic więcej jak pół meterka , które całe szczęście wykręciłem do końca robiąc sobie 200m zapas na dolot. Zapas ten pozwolił mi ocalić skórę gdyż na pkt dolotowym i dolocie stała burza z ulewnym deszczem i mocnymi duszeniami. Mimo pokaźnej wtopki mogę być zadowolony, że udało mi się ukończyć konkurencje dając sobie szanse na następne dni.
Maciej Adamski
niedziela, 26 lipca 2009