Dzień 13. Mamy złoto!

 

    Dzisiaj decydująca, trzynasta konkurencja. Prognoza jest optymistyczna, więc wszystko wskazuje na to, że zostanie rozegrana. Jeśli tak, to będą to rekordowe mistrzostwa pod względem ilości rozegranych konkurencji. Organizator wyłożył dla wszystkich klas konkurencje obszarowe w czterech obszarach o czasie 3h15m. To oznacza dużą szansę odrobienia strat dla tych, którym brakuje punktów do pozycji medalowych, ale również zagrożenie utraty pozycji dla medalistów. Emocje sięgają zenitu.

Na odprawie ekipy omówiliśmy założenia taktyczne dla poszczególnych klas i rozeszliśmy się do swoich szybowców. Starty ziemne rozpoczęły się zgodnie z planem o 11:30. Piętnaście Wilg żwawo uwijało się z holowaniem osiemdziesięciu szybowców. Całość zajmuje jedynie 42 minuty. Dzisiaj stoimy w ósmym rzędzie, więc nie mamy zbyt wiele czasu na przygotowania. Sprawdzamy jeszcze raz wszystko dokładnie, żeby nie było żadnych niespodzianek w powietrzu. Jesteśmy liderami po dwunastu konkurencjach ze sporą przewagą i szkoda by było utracić tę pozycje z jakiegoś błahego powodu. Sprawdzam wszystko po kolei. Rejestratory, lusterko, baterie, radio, dajniki, stery, spadochron, balast, wklepuję zadanie do komputera i nawiązuję łączność z kolegami, którzy są już w powietrzu. Otrzymuję pierwszy meldunek od Mikołaja: wznoszenia do 2 m/s, podstawa 1 200 m i rośnie. W tym czasie Janusz sprawdza ponownie szybowiec. Wszystko ok. Od północnego wschodu zachmurzenie jakby gęstniało. To za sprawą napływającej z tamtej strony masy powietrza o podwyższonej zawartości wilgoci. Zgodnie zresztą z prognozą. Wilgotniejsze powietrze ma przemieszczać się z północnego wschodu na południowy zachód, dając mały kryzys warunków około godziny 13 – 14. Następnie warunki maja znów się poprawić.

W zawodach szybowcowych jednym z największych problemów jest określenie czasu odejścia na trasę, w taki sposób, aby maksymalnie wykorzystać warunki pogodowe na poszczególnych odcinkach trasy. W dniu dzisiejszym zadanie jest tym trudniejsze, że pogoda ma zmieniać się bardzo dynamicznie. W zależności od czasu odejścia prędkość na trasie może wahać się nawet o kilkanaście km/h. Zbyt późne odejście na trasę może skutkować nawet lądowaniem w polu. Zdając sobie sprawę z tego podejmujemy decyzję najbezpieczniejszą z możliwych – odejście krótko po otwarciu startu lotnego.

Wkrótce po wyczepieniu nabieramy wysokości do podstawy. Czekając na otwarcie startu penetrujemy okolicę, sprawdzając wznoszenia. Obserwujemy inne szybowce. Niektóre jakby powyżej podstawy. To za sprawą szybkiego wygrzewania się powietrza i podnoszenia podstaw. Szlaki układają się w osi wiatru na kierunku 60 – 70. Mamy już informację z ziemi o otwarciu startu dla nas o godzinie 12:31. Wyczekujemy jeszcze kilka minut i odchodzimy na południe w kierunku naszego pierwszego obszaru z punktem Marcinkonys w samym sercu dobrze zalesionych terenów, będących przedłużeniem puszczy augustowskiej. Za nami podąża nasz dobry znajomy – załoga rosyjska. To dobrze, myślimy. Będzie nam pomagał centrować.

Z początku robimy krótkie przeskoki, nabierając jeszcze wysokości, następnie jednym susem o długości ponad 40 km przeskakujemy do pomiędzy szlakami, szybko osiągając nasz pierwszy obszar. Po drodze mijamy spore duszenie, które sprowadziło nasz szybowiec do parteru na wysokość nieco ponad 500 m nad teren. Chmura, do której zdążaliśmy zaczęła się właśnie rozpadać i nasza sytuacja zrobiła się niezbyt komfortowa. A miało być bez ryzyka, pomyślałem. Wkrótce jednak po wyjściu na południową stronę szlaku duszenie ustało i pojawiły się pierwsze oznaki noszeń. Pierwsze okrążenie dało niecały metr. Za mało. Lecimy dalej do przodu. Po ok. 300 m napotykamy na silne wznoszenie i wznosimy się do góry ze średnią prędkością 2,7 m/s. No nieźle, jak na początek. Po nabraniu wysokości ponad 1 600 m dalej lecimy aż do samej granicy z Rosją, aby zwiększyć przelecianą odległość. Po zawróceniu długo lecimy wzdłuż szlaku nie natrafiając na następne wznoszenie i tracimy w ten sposób cenne minuty, jako że szlak układa się akurat nie na kierunku naszej trasy. Do tego lecąc z wiatrem, wiejącym z prędkością 23 km/h jesteśmy znoszeni na zachód. Wreszcie trafiamy na wystarczające wznoszenie, aby wznieść się na wysokość ponad 1 800 m. Lecimy na północ w kierunku naszego następnego obszaru na zachód od Mariampola. Robimy krótkie przeskoki, aby nie spaść zbyt nisko. Po zaliczeniu drugiego obszaru, lecimy dalej na północ. Po drodze, pomiędzy szlakami napotykamy coś w rodzaju wznoszenie falowego w okolicach pół meterka. To pozwala na zmniejszenie naszego opadania i przyspieszenie przeskoku. Cały czas podążamy w poprzek szlaków. Ponadto pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, Duże rozlane cumulusy przewalają się w poprzek naszej trasy, za nimi powstają nowe, młode chmury, które dają nowe tchnienie termiki.

Dolatujemy do Niemna. Dalej widzimy przed sobą długi przeskok ok. 40 km. Przed nami tylko tzw. „rozmyjce”. Swoją drogą, to czy ktoś kiedyś policzył ilu określeń używają szybownicy do scharakteryzowania chmur? Ja słyszałem już kilkadziesiąt. Tuż przed nami, jak na życzenie pojawiło sie niewielkie zamglenie, które przekształciło się w strzępek, a następnie w obłoczek. Odżyła nadzieja na podkręcenie jeszcze 200 brakujących metrów do przeskoku. Sprawdziliśmy wznoszenie. Było ponad metr. Nasz obłoczek szybko przybrał wygląd małego pączka i wznoszenie wzrosło, dając w sumie 2 m/s średniego. Mając tak dobry komin wykręciliśmy podstawę 1 600 m i spokojnie zaliczyliśmy trzeci obszar.

Wygląda na to, że czas zadania zostanie przekroczony, a więc możemy zawracać. Tym bardziej, że przed nami nie ma zbyt dobrych perspektyw na poprawienie prędkości. Jednak zbyt dużo czasu straciliśmy w pierwszym obszarze. Dalej wciąż napotykamy spore przeskoki. Ciągle sprawdzamy, ile brakuje nam do dolotu. Jeszcze 800, 650, 420.... Liczę na głos, aby potwierdzić. Wreszcie na moim lusterku pojawia się liczba dodatnia, co oznacza, że mamy dolot i nie musimy dalej tracić czasu na wykręcanie się. Spoglądam na średnią prędkość zadania – wychodzi 102 km/h. Trochę mało, ale z pewnością wystarczy, aby utrzymać pozycję lidera i wygrać zawody! Sprawdzamy jeszcze siłę wiatru, odległość, liczymy w pamięci. Powinniśmy dolecieć! Rozpędzamy naszego V8 do komfortowej prędkości 200 km/h i czekamy. Dolot nie „topnieje”, więc możemy jeszcze przyspieszyć. Po minięciu rzeki otwieram jeszcze zawór wody. To dla naszego task settera. Taką tu mają tradycję. Po zakończeniu zawodów lądujące szybowce polewają wodą zrzucaną ze zbiorników balastowych osobę wykładającą konkurencje. Lądujemy blisko stojanek dla szybowców. Odczytuję prędkość – wychodzi prawie 105 km/h. Wystarczy! Zadanie wykonane. Mamy złoto!

Jędrzej i Mikołaj już na lotnisku. Uśmiechnięci – dobrze im poszło. Składamy sobie gratulacje i czekamy na resztę ekipy. Długo czekamy na ostateczny rezultat w klasie Klub. Niemcy dopiero przylecieli. Na pewno dużo stracili. Pytanie tylko ile. Czy wystarczająco dużo, aby Tomek stanął na podium? Minuty płyną, a wyników wciąż nie ma. Dopiero po ok. 40 minutach pojawia się wynik Niemca i.... niestety. Zabrakło 22 punktów. To b. niewiele w porównaniu z całkowitą ilością punktów na tych zawodach ok. 10 000. No cóż, tym razem się nie udało. Może za rok....

Chłopaki w klasie Standard również o włos mijają się z podium, zajmując wysokie 4 i 5 miejsce w bardzo dobrze obsadzonej klasie.


Ostatecznie zdobywamy trzy medale dla Polski!


Wyniki końcowe w poszczególnych klasach przedstawiają się następująco:


Światowa:

1. Jędrzej SKŁODOWSKI        POL10.540 pkt

2. Mikołaj ZDUN                       POL10.465 pkt

3. Denis GUERIN                     FRA   9.834 pkt


Dwumiejscowa:

1.Janusz CENTKA / Marek SZUMSKI                     POL11.826 pkt

2.Vytautas SABECKIS / Victoras KUKCIKAITIS      LIT11.519 pkt

3.Ronny LINDELL / Gunilla LINDELL                       SWE11.128 pkt


Club:

1. Rene deDREU                            NED11.034 pkt

2. Tim KUJPERS                            NED11.000 pkt

3.  Helge LIEBERTZ                       GER10.766 pkt

4. Tomasz KROK                           POL10.744 pkt

13. Maciej ADAMSKI                      POL  9.199 pkt


Standard:

1. Mario KIESSLING                        GER12.027 pkt

2. Roman MRACEK                        CZE11.410 pkt

3. Tomas SUCHANEK                     CZE11.054 pkt

4. Tomasz Rubaj                              POL10.973 pkt

5. Leszek DUDA                               POL 10.886 pkt



Puchar drużynowy zdecydowanie wygrała ekipa polska! Wyniki pierwszej trójki poniżej:


Polska               9808 pkt

Niemcy              9521 pkt

Holandia            9197 pkt


Marek Szumski

 

sobota, 8 sierpnia 2009

 
 

następny >

< poprzedni